Wejherowo: Krok od tragedii sprzed lat

Był 18 maja 1999 roku. Zbliżał się wieczór, wraz z nim godzina rozpoczęcia nocnej zmiany na wejherowskiej nastawni dysponującej „Wh”. Po godzinie dwudziestej dyżurna ruchu zgłosiła monterowi sterowania ruchem kolejowym nieprawidłowe działanie jednego z rozjazdów. Naprawa okazuje się jednak poważniejsza i wymagała poważniejszej ingerencji w rozjazd. Doprowadziło to do poważnego wypadku kilka godzin później…

Celem usunięcia usterki napędu zwrotnicowego konieczne było rozłączenie i wymontowanie przewodów sterujących silnikiem elektrycznym, napędzającym mechanizm rozjazdu. Po naprawie przewody zostały połączone ponownie. Pracownik wraz dyżurną ruchu popełnili jednak błąd nie ustalając zgodności położenia dźwigni zwrotnicowej ze stanem faktycznym. Zaniechano również próbnego przełożenia zwrotnicy w obu kierunkach. W efekcie dźwignia na nastawni wskazywała położenie rozjazdu w kierunku zasadniczym, czyli na wprost. W rzeczywistości zaś rozjazd był położony w kierunku zwrotnym (na bok). Żaden z pracowników nie zauważył nieprawidłowości.

Fakt niewłaściwego położenia rozjazdu nie został zauważony przez dyżurną ruchu również podczas układania drogi przebiegu dla pociągu pospiesznego relacji Koszalin – Kraków Płaszów. Droga przebiegu została ułożona w kierunku zasadniczym, na tor stacyjny nr 2. W rzeczywistości rozjazd jednak był położony w kierunku zwrotnym, kierując zbliżający się pociąg pospieszny na tor nr 1. W międzyczasie na torze nr 1 stał pociąg SKM zestawiony z elektrycznych zespołów trakcyjnych EN57-760 oraz EN57-1094 oczekujący na zwolnienie drogi przebiegu przez nadjeżdżający pociąg pospieszny, by zjechać na tory postojowe po zakończonym kursie z Gdańska.

Pociąg pospieszny do Krakowa Płaszowa minął semafor wjazdowy, który w kierunku zasadniczym ogranicza prędkość do 100km/h ze względu na znajdujący się po drodze rozjazd krzyżowy podwójny. Tym razem, ze względu na faktyczne położenie rozjazdu w kierunku zwrotnym, wyświetlony został sygnał zezwalający na wjazd z prędkością 40km/h. Mimo to pojazd przejechał przez felerny rozjazd i ku zaskoczeniu maszynisty znalazł się na torze zajętym przez pociąg SKM. Mimo wytracenia prędkości pociąg szybko zbliżał się do zestawu EN57, więc zderzenie było nieuniknione. Wobec takiego stanu rzeczy maszynista pociągu pośpiesznego zdecydował się wyskoczyć z kabiny! W tym samym czasie załoga pociągu SKM obserwowała wjazd pociągu pospiesznego. Kiedy zobaczyli, że pociąg jedzie prosto na nich z dużą prędkością, rzucili się do ucieczki w głąb składu. Niestety nie zdążyli uciec daleko. Lokomotywa EP07-330 prowadząca pociąg pospieszny z ogromną siłą wbiła się pod jednostkę EN57-760, zakleszczając się między nią a torem. Kierownik pociągu SKM niestety nie zdołał uciec na tyle daleko, by uniknął obrażeń. W ciężkim stanie trafił do szpitala. EZT w wyniku dużej siły uderzenia cofnął się o kilkadziesiąt metrów i wylądował na dachu lokomotywy. Ponadto uległ kompletnemu zniszczeniu. Od czoła aż do pierwszego przedsionka z pojazdu pozostały jedynie kawałki pogiętej i połamanej blachy. Widok jaki zastały na miejscu ekipy ratunkowe oraz okoliczni mieszkańcy Wejherowa mroził krew w żyłach.

Jedynie dzięki temu, że skład zjeżdżał już na pusto na postój obyło się bez ofiar śmiertelnych. O wielkim szczęściu mogło mówić około pół tysiąca pasażerów pociągu pospiesznego. Wprawdzie doszło do zniszczenia lokomotywy, ale żaden z wagonów nie wykoleił się. Skończyło się na drobnych obrażeniach pasażerów, którzy w kuszetce pospadali z dolnych łóżek oraz tych, na których pospadały bagaże z półek. Skutki wypadku były usuwane przez ponad dobę. Za winnych katastrofy komisja powypadkowa uznała zarówno montera srk jak i dyżurną ruchu, którzy nie dopełnili swoich obowiązków.

Patrząc na fotografie prezentujące skalę zniszczeń, wykonane po tym wypadku, ciężko uwierzyć, że nie było żadnych ofiar. Ciężko również uwierzyć, że lokomotywa EP07-330, na której wylądował zespół EN57 zostało odbudowany i pozostaje w służbie PKP Intercity do dziś. Będąca drugą w składzie jednostka EN57-1094 po modernizacji do standardu AKM również służy w PKP Szybkiej Kolei Miejskiej do dziś. Kasacji uległ oczywiście pojazd EN57-760. Ten wypadek dobitnie pokazał jak słabą konstrukcję mają pojazdy tej serii oraz jak duże jest zagrożenie dla życia podróżnych w razie wypadku z udziałem jednostek tej serii. Przykład wypadku w Wejherowie powinien dać do myślenia przewoźnikom i organizatorom przewozów kolejowych przed zadecydowaniem o skierowaniu jednostek tej serii do modernizacji.

2 Komentarze
  1. Ryszard mówi

    To była EP07-330, nie EP07-300 😉

    1. Emil Włuka mówi

      Fakt, chochlik dziennikarski narozrabiał trochę. Poprawiamy 😉

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.