Najbardziej zastrzeżenia budzi u prezydenta długość umów z przewoźnikami. Rok temu zawetował ustawę, która skracała je z 10 do 3 lat. Nowa wersja przewidywała umowy najwyżej pięcioletnie. Według prezydenta to wciąż za krótko, by przewoźnicy kupowali nowe autobusy. Nawrocki uważa też, że ustawa odsuwała gminy na koniec kolejki po pieniądze z funduszu, a to one najlepiej znają potrzeby mieszkańców.
Prezydent zastrzeżenia miał również do przejazdów na żądanie samochodami osobowymi, bo nie zagwarantowano w nich ustawowych ulg dla seniorów, uczniów i osób z niepełnosprawnościami. Samorządowcy i przewoźnicy, z którymi spotkała się Kancelaria Prezydenta, zwracali uwagę, że rząd zmienia system, nie dając na to dodatkowych pieniędzy.
– Nie podpiszę ustawy, która zamiast poprawiać lokalny transport, może doprowadzić do likwidacji kolejnych połączeń. Oczekuję od rządu rozwiązania prostego i skutecznego: stabilnego finansowania, silnej roli gmin i transportu dostępnego dla mieszkańców małych miast i polskiej wsi – oświadczył Karol Nawrocki.
Co zmieniała zawetowana ustawa
Ustawa wyznaczała minimalny poziom komunikacji. Stolica województwa miała mieć połączenia ze wszystkimi miastami powiatowymi, a te z siedzibami gmin. Mieszkańcy gmin mieli mieć dojazd do urzędów, szkół i innych instytucji. W dni powszednie miały kursować co najmniej cztery pary połączeń, a w weekendy i święta co najmniej dwie. Tam, gdzie regularny autobus się nie opłaca, czyli głównie na wyludniających się wsiach, mogłyby go zastąpić przejazdy na żądanie samochodem dla maksymalnie dziewięciu osób.
Za całość przewozów w regionie, publicznych i komercyjnych, miał odpowiadać marszałek województwa. Jego zadaniem byłoby przygotowanie schematu sieci połączeń, zgranie kursów na granicach województw i połączenie autobusów z koleją. Fundusz rozwoju przewozów autobusowych miał zmienić nazwę na Fundusz przeciwdziałania wykluczeniu transportowemu. Dopłaty z niego trafiałyby też do komunikacji miejskiej w miastach do 50 tys. mieszkańców, ale tylko na liniach wyjeżdżających poza miasto.
Ustawa stawiała też wymagania autobusom jeżdżącym z dopłatą. Musiałyby mieć lokalizatory. Od 2028 roku nie mogłyby być starsze niż 20 lat, a od 2036 roku niż 15 lat. Miasta musiałyby udostępnić część przystanków i dworców wszystkim przewoźnikom, także prywatnym, żeby pasażerowie nie musieli przesiadać się na obrzeżach. Kontrolerzy biletów zyskaliby ochronę przysługującą funkcjonariuszom publicznym.
Komentarze (0)
Komentowanie tego artykułu zostało zamknięte.