Lot LO016 z Newark do Warszawy wystartował jak zwykle. Ok. 30 minut po starcie załoga zauważyła awarię centralnego układu hydraulicznego. Piloci przeszli przez procedury kontrolne, skonsultowali się z centrum operacyjnym przewoźnika i zdecydowali się lecieć dalej, do Warszawy. Za sterami siedzieli kapitan Tadeusz Wrona, wspierał go pierwszy oficer Jerzy Szwarc, a na pokładzie było 220 pasażerów i 11 członków załogi. Pasażerowie dowiedzieli się o awarii w trzeciej godzinie lotu.
Godzina krążenia nad Warszawą
Prawdziwe kłopoty zaczęły się nad Polską. Gdy piloci próbowali wysunąć podwozie układem awaryjnym, wysunęły się tylko klapy. Samolot przez ok. godzinę krążył nad Warszawą, żeby spalić paliwo. Z bazy w Łasku poderwano dwa myśliwce F-16. Piloci podlecieli do Boeinga, potwierdzili kapitanowi, że podwozie jest schowane. Następnie wojskowe jednostki towarzyszyły lotowskiej maszynie mu aż do lądowania.
Ok. 14:30 Boeing o znakach SP-LPC i nazwie „Poznań” przyziemił na pasie 33, pokrytym wcześniej pianą gaśniczą. Sunął po betonie na kadłubie i gondolach silników, aż zatrzymał się na skrzyżowaniu dwóch pasów startowych, nie zjeżdżając na drogi serwisowe.
Pasażerowie wspominali potem, że lądowanie było zaskakująco łagodne, a w kabinie panowała cisza. Najbardziej bali się pożaru, o którym ostrzegała stewardesa. Na miejscu czekało 26 zastępów straży pożarnej. Pomocy medycznej potrzebowało tylko kilka osób, a wszyscy mogli skorzystać ze wsparcia psychologów. Lotnisko było zamknięte do następnego dnia.
Jeden wyłącznik za mało
Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała raport końcowy dopiero w grudniu 2017 roku. Okazało się, że awarię zapoczątkował uszkodzony przewód hydrauliczny przy prawym podwoziu.
Do lądowania na brzuchu doprowadził jednak wyłącznik C829, który był wyłączony i odciął zasilanie od awaryjnego systemu wysuwania podwozia. Załoga tego nie zauważyła. Wyłącznik znajdował się w trudno dostępnym miejscu, na samym dole panelu, i nie miał osłony. Boeing dodawał takie osłony dopiero w nowszych egzemplarzach.
Komisja wytknęła też LOT-owi, że nie wdrożył zaleceń producenta, a jego centrum operacyjne nie miało skutecznych procedur pomocy załodze w takiej sytuacji.
Ordery dla załogi, części dla Brytyjczyków
Sześć dni po lądowaniu prezydent Bronisław Komorowski odznaczył załogę i ratowników. Kapitan Wrona otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, a pierwszy oficer Szwarc Krzyż Kawalerski. Kapitan stał się bohaterem w kraju i za granicą. Na nowojorskim Greenpoincie Polonia przywitała go owacjami. Swoją drogę do zawodu i przeżycia z 1 listopada opisał w książce „Ja, kapitan”. Latał jeszcze przez kilka lat, aż do przejścia na emeryturę.
Samolotu nie opłacało się naprawiać i został sprzedany na części brytyjskiej firmie. Kapitan Wrona nie ukrywał, że było mu go żal.
- Chętnie bym do niego jeszcze wsiadł i poleciał, gdyby zdecydowano o jego wyremontowaniu. Wiele razy to powtarzałem – mówił w sierpniu 2012 roku w rozmowie z RMF FM.
Lądowanie lotu LO016 jest najsłynniejszym lądowaniem awaryjnym w historii Lotniska Chopina i jedynym, podczas którego duży samolot pasażerski usiadł tam na brzuchu.
Komentarze (0)
Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać komentarz.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!