Dlaczego wspólny bilet nie musi być początkiem konsolidacji kolei

Pod koniec maja na łamach portalu Kurier Kolejowy ukazał się artykuł autostwa Marcina Zielińskiego pod tytułem „Czy wspólny bilet to początek konsolidacji kolei w Polsce”. Autor stawia dość kontrowersyjną tezę, że wspólny bilet jest jedynie początkiem łączenia się podmiotów kolejowych, na końcu procesu czeka nas nie tylko wspólny bilet, ale także jeden wspólny przewoźnik. W obliczu takich przewidywań byłoby grzechem nie podjąć rękawicy i nie odnieść się do przedstawionej wizji. Przy czym niniejszy artykuł nie tyle stanowi recenzję tekstu pana Zielińskiego, co raczej ma za zadanie przedstawić nieco inny punkt widzenia na poruszone kwestie.

Zobacz artykuł „Czy wspólny bilet to początek konsolidacji kolei w Polsce?”

Nostalgia za prostotą

W ostatnim czasie można w dyskursie europejskim zauważyć, iż tematy mobilności, ekologicznego transportu oraz prostoty taryfowej zyskały wyraźnie na znaczeniu. Gdy nad Wisłą wprowadza się Wspólny Bilet, w Wiedniu myśli się o jednej aplikacji zapewniającej bilet na całą podróż transportem publicznym od wynajętego roweru (tzw. bike sharing) przez pociąg pospieszny po prom w miejscu docelowym. Także nad Menem wiele mówi się o jednym bilecie. Jeśli transport publiczny ma być konkurencyjny względem transportu indywidualnego, potrzebna jest całkowita prostota taryfowa. Ostatecznie, większość osób pragnie dostać się z punktu A do punktu B i nie za bardzo ma chęć czy nawet czas, aby analizować oferty i konsekwencje ich łączenia przy podróży różnymi przewoźnikami. W przypadku samochodu taryfa jest jedna i wynika z prostego równania matematycznego: cena paliwa * zużycie paliwa na zaplanowanej trasie. Podobny trend widzimy w innych branżach. Człowiek współczesny stawia pytanie i chce natychmiast odpowiedzi, natychmiastowej reakcji.

Konsolidacja nie jedno ma imię

Biorąc pod uwagę poprzedni akapit, konsolidacja przewoźników kolejowych, a nawet dalej, całego transportu publicznego wydaje się nieunikniona. Jeden PKS, jedno PKP i świat komunikacji zbiorowej stanie się prostszy, tylko czy lepszy? Wspólny Bilet jest pewnego rodzaju konsolidacją taryfową, ale o niskim stopniu zaawansowania. Wstępem do Wspólnego Biletu była oferta Wspólny Przejazd. Następnym krokiem, znanym z dużych aglomeracji i konurbacji miejskich będzie jeden bilet. Jednak wciąż mowa tutaj wyłącznie o konsolidacji taryfowej. Praktyka u naszego zachodniego sąsiada wskazuje, że nie ciągnie ona za sobą konsolidacji przedsiębiorstwa, trudno mówić nawet o konsolidacji dystrybucyjnej. Świetnie widać to na przykładzie Berlina, gdzie z jednym biletem przewiezie nas kilku przewoźników, ale już sam wygląd i forma biletu jest zależna od sprzedającego przedsiębiorstwa. Z drugiej strony istnieją też przykłady platform sprzedażowych typu e-podróżnik, gdzie różne bilety, w żaden sposób nie połączone można kupić w jednym miejscu.

Jedno PKP, dla kogo?

Jedna taryfa przewozowa służy przede wszystkim pasażerowi i oznacza zwiększoną prostotę podróży. Jeśli pasażer jest zadowolony, wróci nie tylko do konkretnego przewoźnika, ale do całego systemu komunikacji zbiorowej. Oczywiście, wpływy z biletów nie pokrywają wszystkich kosztów przewozu, jednak z pewnością nie są to pieniądze stracone. Z drugiej strony wspólny bilet oznacza problem podziału wspólnych pieniędzy między przewoźników. Proces ten pochłania nawet kilka procent wszystkich przychodów rocznych.

Czy łączenie przedsiębiorstw także musi być z korzyścią dla podróżnych? Z jednej strony tnie się koszty mitycznych posad prezesów, z drugiej pojawia się potrzeba utrzymania jednostek regionalnych zarządzania taborem, przychodami itp. Centralizacja przeprowadzona z głową nie musi być zła, wszystko zależy od struktur decyzyjnych i ich możliwości przystosowania się do zmieniającego się wciąż rynku. Czy jest ktoś, kto jednoznacznie skorzystałby na stworzeniu jednego przedsiębiorstwa przewozów pasażerskich? Z pewnością beneficjentem byłaby polityka. Należy się zastanowić, czy jedno PKP PLK spełniało na przestrzeni ostatnich lat swoje zadania w sposób przynajmniej zadowalający.

Kolej to za mało

Nawet, gdyby doszło do połączenia spółek kolejowych w jeden organizm, nie będzie to rozwiązanie na dzisiejsze standardy wystarczające. Trudno sobie wyobrazić spółke-córkę PKP Carsharing albo PKP Elektryczne Hulajnogi. Dla podróżnego, nie ważne z usług ilu przewoźników skorzysta, wyjście z domu i dotarcie do punktu docleowego stanowi tylko jedną podróż i oczekuje on tylko jednej taryfy. W obliczu braku wystarczających danych można jedynie zakładać, że większość podróżujących koleją w drodze na dworzec i z dworca korzysta z innych środków transportu. Objęcie wszystkiego jednym biletem powinno być celem dalekosiężnym dla resortu transpotu w Polsce, powinno…

Korzystając z narzędzi polityki finansowej rząd mógłby skutecznie zachęcić przewoźników do współpracy taryfowej oraz transportowej. Gdyby innowacyjność w tym obszarze była odpowiednio współfinansowana ze środków centralnych, nie trzeba byłoby się martwić o atrakcyjność transportu publicznego. Koniecznym jest pamiętać, że nawet najelpsza oferta taryfowa bez odpowiedniej oferty przewozowej nie przyciągnie pasażerów. Także w tym temacie tak wiele jest do zrobienia, a tak mało się robi.

Podsumowanie

Jak więc powinien wyglądać doskonale zorganizowany świat przewozów pasażerskich? W mojej ocenie nie ma konieczności konsolidacji przedsiębiorstw, tak jak nie było konieczności ich rozdzielania kilka dekad temu. Transport polski powinien bacznie obserwować trendy w branży w krajach Europy Zachodniej, zwłaszcza w kontekście postępującej digitalizacji oraz świetnych polskich kadr informatycznych. Pasażerowi należy zapewnić możliwość odbycia zaplanowanej podróży z tylko jednym biletem na wszystkie środki transportu i jest to dla niego wystarczające. Wszystko ponad to angażuje w sposób znaczny i niepotrzebny środki finansowe oraz pracę ludzi, którą można dużo lepiej spożytkować.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.